30.12.25 / opinia
Autor: Martyna Sakowicz
Przez lata model współpracy z Google był przewidywalny: inwestowałeś w treść lub reklamę, a wyszukiwarka dostarczała ruch, który konwertował na sprzedaż. Ten mechanizm właśnie uległ fundamentalnej zmianie.
Statystyki są nieubłagane: według danych już blisko 60% wyszukiwań to tzw. zero-click - kończą się one na przeczytaniu odpowiedzi generowanej przez AI, bez wejścia na stronę źródłową.
Jeśli w ostatnich raportach dostrzegasz anomalie - wysoki ruch przy niskiej sprzedaży lub budżet reklamowy wyczerpujący się szybciej niż zwykle to nie jest błąd analityczny. To skutek podziału ekosystemu Google na dwa odrębne byty. Jeden służy do rozmowy, drugi do transakcji. Zrozumienie tej różnicy to dziś warunek konieczny, by utrzymać rentowność biznesu.
Najważniejszą zmianą strategiczną jest odejście od traktowania wyszukiwarki jako monolitu. Musisz zarządzać obecnością w dwóch systemach, które realizują odmienne cele użytkownika:
a. search AI (wirtualny konsultant): Modele takie jak Gemini czy SearchGPT pełnią funkcję zaawansowanego doradcy. Przetwarzają ogromne ilości danych, aby udzielić syntezy odpowiedzi. Użytkownik korzysta z nich na etapie researchu - porównuje parametry, szuka inspiracji (np. „Jaki laptop do obróbki wideo 4K?”). cel: Zatrzymanie użytkownika w interfejsie czatu (stąd wysoki wskaźnik „zero-click”).
b. wyszukiwarka Google (półka sklepowa): To tradycyjna lista wyników. Użytkownik sięga po nią, gdy ma już sprecyzowaną potrzebę i szuka konkretnego dostawcy, aby sfinalizować transakcję. cel: Szybkie odesłanie do sklepu w celu zakupu.
👉 efekt: faza badawcza przenosi się do AI, a faza zakupowa wraca do klasycznej wyszukiwarki Google. Jeśli Twoja witryna optymalizowana jest wyłącznie pod transakcję („kup teraz”), zostajesz pominięty przez AI w fazie doradczej. Jeśli z kolei inwestujesz tylko w bloga, a zaniedbujesz sklep – oddajesz klienta konkurencji w decydującym momencie.


Zmiany wprowadzone w interfejsie wyszukiwarki Google niosą ze sobą ryzyko obniżenia efektywności budżetowej (ROAS). Nowy format wyświetlania reklam grupuje je w większe bloki („Sponsored Results”), a elementy nawigacyjne (np. przycisk zamknięcia sekcji) są często umieszczone w sposób mało intuicyjny. Prowadzi to do zjawiska niezamierzonych kliknięć (ang. accidental clicks).
To pułapka nowego interfejsu, której musisz być świadomy przy analizie danych z systemu. Więcej o zmianach w oznaczeniach reklam w Google przeczytasz w naszym artykule.
W starciu z algorytmami AI, standardowe dane to za mało. Musisz dostarczyć robotom precyzyjny kontekst na dwóch poziomach, aby w ogóle być branym pod uwagę w odpowiedziach AI:
feed produktowy (dla reklam): nazwa produktu z ceną już nie wystarczy. Opis produktu musi zawierać benefity, zastosowanie, kontekst i atrybuty (np. „krem do cery suchej na noc, z kwasem hialuronowym”), by AI wiedziało, komu go polecić w rozmowie.
dane strukturalne (dla organiki): znane jako schema markup. To Twój „tłumacz” w komunikacji z robotem. AI nie widzi strony tak jak człowiek - widzi kod. Bez danych strukturalnych robot musi zgadywać, co jest czym. Wdrażając strukturę, przyklejasz cyfrowe etykiety: „to jest cena”, „to jest ocena klientów”, „to jest dostępność”. Bez tego AI może nie zrozumieć Twojej oferty i pominąć ją w wynikach.
Modele językowe mają tendencję do „halucynowania” (zmyślania faktów). Aby temu zapobiec, algorytmy są zaprogramowane tak, by cytować tylko źródła o wysokim zaufaniu (E-E-A-T). To brakujące ogniwo w strategii wielu firm. Co istotne, AI coraz częściej ufa niezależnym dyskusjom (fora branżowe, Reddit, Quora), uznając je za bardziej autentyczne niż korporacyjne blogi.
👉 efekt: jeśli Twoja marka nie jest wzmiankowana w niezależnych mediach lub pozytywnie omawiana w dyskusjach branżowych, dla AI jesteś „ryzykowny”. Musisz stać się synonimem jakości w swojej niszy, by trafić do przypisów w odpowiedzi bota.




Ostatni element to widoczność zasobów (zdjęcia, wideo). Jeśli trzymasz pliki w chmurze (AWS, Google Cloud) na domyślnych adresach dostawcy, są one dla Google „bezpańskie”. Używając metafory biznesowej: to jak flota samochodów bez logo firmy. Jeżdżą one po mieście, jednak nie budują Twojej marki.
👉 rozwiązanie: konfiguracja rekordu CNAME (np. media.twojafirma.pl). To techniczny standard, który pozwala odzyskać kontrolę nad ruchem z Google Images i Google Lens, przypisując pliki bezpośrednio do Twojej domeny w Google Search Console.
Rekomendujemy wdrożenie 5 konkretnych działań, które uszczelnią Twój lejek sprzedażowy:
Czy to definitywny koniec ery „10 niebieskich linków”? Nie. W tym pojedynku nie ma jednego zwycięzcy, jest za to nowy podział terytorium:
Wyszukiwarka AI wygrywa w fazie edukacji, zabierając ruch informacyjny.
Tradycyjna wyszukiwarka wygrywa w fazie transakcji, dowożąc sprzedaż.
Dla Twojego biznesu oznacza to, że ścieżka zakupowa przestała być liniowa. Pojedynek AI Search vs. Google Search wymusza profesjonalizację zarządzania danymi, bo musisz być gotowy na obsługę obu tych kanałów jednocześnie. Skończyła się era przypadkowości.
W nowym modelu wygrywają organizacje, które dbają o uporządkowanie danych (by być w pełni zrozumiałym dla algorytmów), stawiają na siłę autorytetu (by być wiarygodnym źródłem dla AI) oraz precyzyjnie zarządzają budżetem reklamowym, unikając pułapek nowego interfejsu.
👉 nasza rada: nie faworyzuj jednego kanału. Zadbaj o jakość danych o swoim biznesie i skoncentruj się na budowaniu pozycji eksperta, a system - niezależnie czy będzie to chatbot, czy wyszukiwarka - sam sprowadzi do Ciebie klienta zdecydowanego na zakup.